***

W ciągu ostatniego roku byłam bardzo zmotywowana do skupiania się na nowych projektach w pracy, dlatego nie zostawiałam jej na dłużej niż 3 dni. Zwłaszcza dlatego doceniam krótkie podróże pozwalające naładować baterie, a ja najbardziej do resetu potrzebuję aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu i nowych doznań.

Islandzki weekend, był właśnie taką przerwą na totalny reset.

***


Źródło: ThinkGeoEnergy.com

Polecam wybrać się do Islandii i zahczyć o Blue Lagoon, jest to najpopularniejsze uzdrowisko – SPA na Islandii, do którego zjeżdżają się turyści z całego świata i mogę powiedzieć, że jest warte każdej ceny, bo zdjęcia i filmy opisujące Blue Lagoon, pomimo że wyglądają na doprawione ogromną ilością photoshopa, tak naprawdę nie oddają tego jak cudowne jest to miejsce w rzeczywistości. Jest to kompleks wód geotermalnych bogatych w minerały, których wpływ na skórę można dostrzec gołym okiem zaraz po wyjściu ze SPA. Dodatkowo oferuje maseczki na włosy i twarz, my wypróbowaliśmy maseczki z błota krzemionkowego (petarda!). Był to idealny czas na relaks po długim locie, kiedy doznaliśmy szoku termicznego przylatując z deszczowego, ale dość ciepłego jak na jesień Gdańska do mroźnego i wietrznego Reykjaviku. Wyobraźcie sobie jak przyjemne jest wejście do otwartego akwenu o temperaturze 40 stopni, kiedy jednocześnie na zewnątrz szaleje mróz. Byliśmy tym bardziej pod ogromnym wrażeniem tego miejsca ze względu na przytłumione oświetlenie po zmroku i otoczenie naturalnych skał!

(*wskazówka: do zdjęć przyda Wam się GoPro- nasze Iphony padły na mrozie momentalnie)

***

Na liście miejsc, do zobaczenia na Islandii które bez wahania mogę polecić to Złoty Krąg:

1.Wodospad Gulfoss
2. Geysir Geothermal Area- Pole geotermalne
3.Thingvellir – Park Narodowy znajdujący się na liście UNESCO, gdzie stykają się dwie płyty tektoniczne: Euroazjatycka i Północnoamerykańska

A dla stroniących od dzikiej natury – Reykjavik, który jest bardzo uroczym miastem pełnym wikingów i innych skandynawskich akcentów 🙂

Poza przepięknymi miejscami dającymi nowe spojrzenie na dziką naturę, dającą się poznać w rozstaju płyt tektonicznych, niezliczonych wodospadach, gejzerach i pustyniach powulkanicznych, naszym wysoko postawionym celem było spróbowanie lokalnych przysmaków. Pierwszy punkt to poszukiwanie mięsa z wieloryba (Islandia jest tylko jednym z trzech krajów na świecie gdzie można go kupić). Wspólne przygotowanie wielorybiej kolacji było idealnym zwieńczeniem dnia pełnego pozytywnych wrażeń.

Pomysł jak zrobić stek z wieloryba znajdziecie tutaj 🙂 Jeśli jednak nie wybieracie się na Islandię możecie zastąpić wieloryba wołowiną.

W wodnym barze Blue Lagoon poza drinkami mieliśmy także okazję spróbować typowo islandzkiego smoothie, bo opartego na Skyrze. Myślę, że taki koktajl jest także świetnym pomysłem na drugie śniadanie.

Źródło:pinterest.com

Nie mogliśmy sobie też odmówić ulubionych hot-dogów Clintona. Mimo, że to typowy fast-food, sama świadomość tego kto był klientem tej mini budki zabija wszystkie moje wyrzuty sumienia co do niezdrowego lunchu. Poza tym długość kolejki mówi sama za siebie 🙂

Oczywiście nie mogło się obyć bez mięsa rekina. Ze względu na toksyczność jest ono poddawane procesom gnilnym, stąd nie polecam otwierać go w miejscu publicznym i uzbroić się w mocny alkohol jeśli chcecie spróbować (nie pachnie fiołkami).

***

Na koniec najważniejszy punkt, czyli polowanie na zorzę! I udało się kolejny raz 🙂